„Chcę się napić. Cały czas chcę się napić. Cokolwiek robię, zawsze myślami jestem w moim barze: równo postawione szklanki, barman leje drinki, ja zawsze zostawałem przy tradycyjnej „setce” lub piwku...” Tak swą smutną opowieść o drodze do nikąd rozpoczyna mój kolega Łukasz. Zawsze pełen energii, miał sto pomysłów na minutę. Dziś wygląda, jakby uszło z niego życie.
„ Zaczęło się chyba w wojsku. Wcześniej to było tak dla sportu. Dopiero w wojsku alkohol stał się nieodzownym elementem naszej rzeczywistości. Ktoś wzbraniający się przed piciem to był „odludek”, zawsze szykanowany, wyszydzany. Aby uznali cię za „swojego” musiałeś się „wkupić”, czyli postawić całemu „ plutonowi”. Wtedy i fali się tak nie odczuwało, i starsi nawet coś pomogli czasem. Poza tym wódka była jedynym lekiem na niezbyt różową wojskową rzeczywistość. Myślę nawet, że niejeden z nas, gdyby nie mógł się czasem odstresować za pomocą paru kieliszków, skończyłby w łazience na pasku ... Z dala od domu, dziewczyny czy żony, życie za dwumetrowym płotem, wiecznie poniżanie ze strony dowódców ... tego by nie wytrzymał żaden normalny człowiek”.
***
Boże, użycz mi
Pogody ducha
Abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę
Odwagi
Abym zmienił to, co zmienić mogę
I mądrości
Abym umiał odróżnić jedno od drugiego.
***
„ W końcu jednak wojsko się skończyło. Wróciłem, zacząłem pracować na kopalni, wkrótce się ożeniłem. Wydawałoby się: sielanka. Ha, nic bardziej mylnego. Zamieszkaliśmy w domu mojej żony, razem z moimi teściami. Na własne mieszkanie nie było nas stać. Widzisz, na Śląsku piwko czy dwa po pracy to normalka. Nie rozumiała tego jednak ani moja żona, ani tym bardziej teściowa. Czy to jest normalne, żeby człowieka, który idzie na jedno piwo po pracy nazywać alkoholikiem? Dla mnie to paranoja! I tak awantury stawały się coraz częstsze. Czasami bywało, że specjalnie upijałem się do nieprzytomności, żeby tylko zrobić im na złość. Histeryczki. Wszyscy moi kumple z pracy chodzili po „szychcie” do baru , ale nigdy nie słyszałem, żeby któryś z nich miał w domu takie awantury. Prawdziwe piekło zaczęło się jednak znacznie później, gdy pojawiły się dzieci, a wraz z nimi problemy finansowe. Dorobiliśmy cię czwórki. Z mojej niezbyt wysokiej pensji sześcioosobową rodzinę wyżywić było coraz trudniej. Za to teściowa była w siódmym niebie. Teraz miała przecież jeszcze więcej argumentów do robienia mi awantur. Że co ze mnie za mąż i ojciec , że nie potrafię utrzymać rodziny... Gdy wracałem do domu po pracy, czekałem tylko na obiad, żeby móc po nim jak najszybciej wyjść do baru. Zapomnieć, choć na chwilę zapomnieć o tym piekle, które ponoć było moim domem...
Eksmisja? To było jak wybawienie. Sam nie odważyłbym się odejść z domu, a tak los zadecydował za mnie. Zaczęło się w Sylwestra. Wtedy po raz pierwszy podniosłem rękę na moją teściową. Ani nawet siniaka nie miała, a krzyku narobiła, jakbym wymordował pół rodziny. Nawet policję wezwała! Poczułem, że to na nią jedyny sposób, bo na parę dni się uspokoiła, wtedy przestałem się jej bać. Tak, bać... Do tego stopnia, że nie odważyłbym się wtedy wrócić do domu trzeźwy. Musiałem wypić chociaż parę piw, żeby móc przekroczyć próg tego piekła. Gdy od dzieci dowiedziałem się, że teściowa po każdym pobiciu robi obdukcję, trochę się przestraszyłem , ale pomyślałem sobie: co ona może mi zrobić? Nie miałem żadnych hamulców. Nienawidziłem tej kobiety jak nikogo na świecie!!!
Wezwanie na rozprawę o eksmisję zaskoczyło mnie, ale nie przejąłem się tym wcale. Mało tego! Myśl o wyprowadzeniu się z tego piekła była nawet miła. Bo i cóż mnie tu trzymało? Moje małżeństwo już dawno nie istniało, moja żona nigdy się nie odzywała podczas awantur, które wszczynała moja teściowa. Ona też zbuntowała przeciwko mnie wszystkie dzieci. Mogłem odejść bez żalu. Było mi wszystko jedno, gdzie będę mieszkał”.
***
Piliśmy, aby zyskać wolność, a staliśmy się niewolnikami.
Piliśmy, aby osiągnąć szczęście, a staliśmy się nieszczęśliwi.
Piliśmy, aby zdobyć przyjaciół, a zyskaliśmy wrogów.
Piliśmy, aby zapomnieć a to niechciane stale do nas wraca.1
***
„ No i nareszcie mam spokój. Sąd pół roku temu wydał nakaz eksmisji i wyprowadziłem się do kumpla z pracy – starego kawalera. Żona płakała, teściowa ją pocieszała, że teraz zaczną normalnie żyć. Widać im przeszkadzałem ... No i dobrze, ja mam spokój, oni też, wszyscy są zadowoleni. Teraz moje życie jest takie, jak zawsze chciałem. Mieszkam u kumpla, prawie codziennie przychodzą do nas jacyś znajomi z pracy, na drugi dzień, jak mam ciężkiego kaca, to w robocie zawsze bez problemu można załatwić chorobowe. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Żadnych wrzeszczących mamusiek, kuratorów, psychologów, dajcie wy mi wszyscy święty
spokój !!!”
***
Delirium tremens
Ostra halucynoza alkoholowa
Paranoja akoholowa
Alkoholowy zespół amnestyczny2
***
Czekacie na „happy- end”? Przykro mi, ale nic z tego. W przypadku Łukasza, tak jak i w większości takich historii, nie ma szczęśliwego zakończenia. Zakończenie bywa smutne, a czasami tragiczne. Łukasz po siedmiu miesiącach nieustającego picia, od kiedy wyprowadził się z domu, trafił właśnie do szpitala psychiatrycznego i jedyne, co mogę powiedzieć optymistycznego w tej sprawie, to że jeszcze żyje.
BIBLIOGRAFIA:
- Wanda Sztander: „Poza kontrolą”,
wyd. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa 1993
- Anna Dodziuk, Włodzimierz Kamecki:
„Wyjść z matni. Proste rozmowy o zgubnym nałogu”.
wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 1994, str.77- 78




