”W tych rozkrzyczanych czasach najbardziej wzruszyło mnie w nich to, że nigdy same nie powiedziały o sobie „wolontariuszki”, „społecznicy”... O tym, że pracują z dziećmi niepełnosprawnymi fizycznie i umysłowo, dowiedziałam się przypadkiem od osoby trzeciej. Gdy usłyszały, że chcę o nich napisać, były bardzo zdumione: „ale my nie robimy przecież nic szczególnego, o nas artykuł?” Doprawdy, ich skromność urzekła mnie do głębi. Dzięki temu dostrzegłam w ich pracy samo sedno idei wolontariatu: nie dla poklasku ani uznania, ale po prostu z potrzeby serca, jaką jest pomoc drugiemu człowiekowi. To artykuł o dobrych ludziach, jakkolwiek banalnie brzmią dziś te słowa...
WOLONTARIUSZ JAKI JEST… NIE KAŻDY WIDZI
14.00
Wchodzę do Domu Rehabilitacji i Nauki Dzieci Niepełnosprawnych. Korytarz pełen inwalidzkich wózków. Otwieram drzwi świetlicy. Witają mnie dziesiątki ciekawskich spojrzeń i dziesiątki wyciągniętych dłoni. Wszyscy kulturalnie przedstawiają się, Szymon nawet całuje mnie w rękę. Ma chyba sześć lat... kurczę, do tej pory tylko podpici faceci całowali mnie w rękę...
14.10
Wreszcie zjawia się Kasia. Prowadzi przez kręte korytarze, by po chwili mówiąc: „oto nasze królestwo”, otworzyć drzwi harcówki. Tylko część dzieciaków, które przychodzą tu na zajęcia należy do „Drużyny Nieprzetartego Szlaku.” Zanim zjawili się pozostali bohaterowie tego artykułu, czyli reszta druhów i druhen, prowadzących tę niezwykłą drużynę, Kasia zdążyła pożalić mi się na konflikty istniejące między nimi. Gdy dołączyły do nas Monika i Aga, godzina szczerości rozpoczęła się na dobre. Mówiły o tym, że czasem nie mają już sił, że ktoś ich opieprzył za ślady na podłodze po wózkach inwalidzkich, że na coś tam nie mają czasu... Powoli zaczynałam wątpić, czy tutaj jest o czym pisać. Poszłam tam, aby zrobić wywiad z wolontariuszkami, które z pasją zaczną opowiadać o satysfakcji, jaką daje praca dla drugiego człowieka, a zastałam zmęczone, zrezygnowane dziewczyny. Sytuacja zmienia się, gdy...
15.20
Przychodzą dzieci. Dziś nie będzie tradycyjnej zbiórki. Jest szóstego grudnia, więc mimo dziesięciostopniowego(!) mrozu wybieramy się na poszukiwanie Świętego Mikołaja. Gdy wszyscy są gotowi, Monika na całe gardło wrzeszczy: „drużyna baczność!, w prawo zwrot, za mną marsz!”. Idziemy na przystanek. Kilka wózków, parę niebieskich balonów, trochę dzieciaków i druhów, paredziesiąt zmarzniętych rąk i kilkanaście gorących serduszek.
15.50
Autobus okrutnie długo nie przyjeżdża. Dla rozgrzania zaczynamy śpiewać i wymachiwać rękami. Jakaś pani na przystanku chyba dawno nie widziała nikogo śpiewającego, bo patrzy na nas podejrzliwym wzrokiem...
15.55
Jest autobus!!! Pan kierowca otwiera nam podjazd dla wózków. Całe szczęście, że to autobus przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Niestety, to raczej wyjątek, większość autobusów w naszym mieście to dla niepełnosprawnych schody. Dosłownie i w przenośni. W całym tym zamieszaniu i hałasie kilka minut jazdy autobusem to czas na chwilę refleksji. Patrzę na autobus zastawiony inwalidzkimi wózkami. Staram się wyobrazić sobie wyprawę tej szalonej ekipy w góry, bo na takiej właśnie wycieczce byli zeszłej zimy. Jak jechali
pociągiem? Jak chodzili po górach? Miłą atmosferę psują niezadowolone miny innych osób, jadących z nami autobusem. Fakt, ścisk jak cholera. Spoglądam na Monike i Kasię. One jednak zdają się tego nie zauważać.
16.10
Wysiadamy pod kinem „Centrum”. Tutaj odbywa się impreza mikołajkowa dla dzieci, więc mamy nadzieję, że spotkamy Mikołaja!
16.30
Jest mi coraz zimniej, z trudnością poruszam ustami. Robię zdjęcia i żegnam się z nowymi znajomymi. Im jakby mróz nie przeszkadzał...
23.47
Siedzę w domu, piszę ten artykuł i zastanawiam się nad tym, co dziś zobaczyłam. Zobaczyłam ludzi, którzy mają chwile słabości, którzy kłócą się między sobą, którzy czasem już nie mają sił, wszystkie kłopoty i zmartwienia znikają jednak w chwili, gdy pojawiają się dzieci. Zobaczyłam ich ciężką pracę, za którą ani zapłaty, ani chociażby wdzięczności. Zobaczyłam wielką siłę, aby mimo zmęczenia, mrozu i własnych trosk, szukać z tymi dzieciakami Mikołaja i aby śpiewać jak wariaci piosenki o fokach na przystanku autobusowym. Agnieszko, Marcinie, Kasiu, Michale, Moniko, chylę przed Wami czoła. Świat jest lepszy dzięki ludziom takim, jak Wy...
- sybilla




